Dzisiaj jest: 19.11.2018 Osób on-line: 3   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Argentyńska samba, polski łamaniec

            Wprawdzie ani Paweł Janas, ani sami piłkarze reprezentacji nie zapowiedzieli,  że jadą do Niemiec po Puchar Świata (co buńczucznie przed poprzednim Mundialem głosił wszem i wobec ówczesny selekcjoner Jerzy Engel), ale głośno mówili, że Ekwador jest drużyną słabszą i zdecydowanie do pokonania. Punkty leżały na murawie i tylko wystarczyło się po nie schylić, zgarnąć do kieszeni i mieć spokojną sytuację przed kolejnymi meczami. Wystarczyło, tylko czy niektórym zawodnikom nie zabrakło po prostu ambicji i woli walki …


            Janas twierdzi, że byliśmy rywalem równorzędnym, nawet lepszym. Cóż z tego! O zwycięstwie w futbolu decydują bramki, a drogę do niej zdołali znaleźć tylko Ekwadorczycy. Nie dostaje się not za wrażenia artystyczne, za długość utrzymywania się przy piłce, celność podań, sztuczki techniczne. Żeby zwyciężać, trzeba celnie strzelać – to mantra stara jak świat, a tak trudna w realizacji przez polskim piłkarzy.


            To, czy jest się lepszym, czy gorszym, nie ma znaczenia, kiedy ogląda się tabelę końcową. Czy Ghana była gorsza od Włochów? Prawdopodobnie nie. Podobnie jak Wybrzeże Kości Słoniowej nie ustępowało w żadnym elemencie gry Argentynie. A jednak obie jedenastki z Czarnego Lądu schodziły w swoich pojedynkach z murawy jako przegrani. Z podniesionym czołem, ale przegrani. A nie miały za przeciwnika Latynoskich kelnerów, którzy wygrywać umieją wyłącznie na niebotycznych wysokościach w Quito, ale jednych z faworytów do końcowego triumfu, potentatów światowego futbolu.


            Właśnie w pojedynkach z afrykańskimi drużynami w pełnej krasie objawiło się doświadczenie i wyrachowanie wielkich zespołów. One nie musiały prowadzić gry, długimi minutami utrzymywać się przy piłce, misternie konstruować atak pozycyjny. Musiały zadać decydujące ciosy, kontrolować grę i przyspieszyć w odpowiednim momencie. I tak właśnie zagrały. Bo tak najczęściej grają faworyci! Polska w pojedynku z Ekwadorem też była faworytem, który nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Jeśli Argentyńczycy zaprezentowali na boisku piłkarską sambę, to o naszych piłkarzach można powiedzieć, że odtańczyli łamańca. Dobrze, że nie poranili sobie przy tym kończyn dolnych.


            Na rozliczenia, wyciąganie wniosków i wieszanie psów (bo tak najpewniej cała mundialowa przygoda się zakończy) przyjdzie odpowiedni czas. Przed nami jeszcze dwa mecze grupowe i podopieczni Janasa będą musieli zrobić wszystko, żeby zatrzeć niekorzystne wrażenia z pierwszego meczu. Zadanie o tyle trudne, że do pojedynku z Niemcami (ZERO zwycięstw w czternastu dotychczasowych konfrontacjach, gospodarz mistrzostw, całkiem niezła gra w ofensywie w meczu z Kostaryką, a na spotkanie z nami dochodzi jeszcze Ballack!) przystępują z nożem na gardle. Ewentualna porażka może oznaczać to, o czym wiemy aż za dobrze z niedalekiej historii – powrót do domu po dwóch meczach grupowych. Ale niech żywi nie tracą nadziei, bo … chyba nic innego nam nie pozostało.


            I jeszcze jedna uwaga. O sukces w pojedynku z Niemcami będzie nam tym trudniej, im rzadziej boczni obrońcy (Baszczyński, Żewłakow) będą podłączać się pod grę ofensywną. O grze każdej mundialowej drużyny można mówić w innym świetle: inna taktyka, ustawienie zespołu, organizacja gry. Ale jest jeden trend, który daje zaobserwować się w grze wszystkich chyba reprezentacji – aktywny udział bocznych obrońców w konstruowaniu ataku. Tylko Polska wyłamuje się tym regułom. Gdyby to wyłamanie miało wymierną korzyść w postaci zadowalających wyników, nie byłoby problemu. Ale coś tu jest nie tak, a uporczywe trzymanie się przez Baszczyńskiego i Żewłakowa środkowej linii boiska ogranicza tylko realizowanie większej liczby scenariuszy w ataku. Tym bardziej, że forma Krzynówka i Kosowskiego daleka jest od ideału, a Smolarek często „zabiera się” z piłką do środka pola.


            Jeszcze kilka lat temu mówienie o sukcesach drużyn azjatyckich, czy afrykańskich kwitowane było śmiechem. Dlatego z niepokojem obserwuję kiedy te same drużyny na najważniejszej piłkarskiej imprezie świata prezentują się lepiej od nas i skuteczniej realizują taktykę, która była mottem przewodnim podopiecznych Janosikawszyscy bronimy i wszyscy atakujemy. Obudźmy się, panowie piłkarze, bo znów czeka nas kolejne mundialowe rozczarowanie.


 


Autor: Jacek Żytnicki






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org