Dzisiaj jest: 14.11.2018 Osób on-line: 2   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Bliżej Stade de France

Bliżej Stade de France 


Coraz mniej niewiadomych, coraz bliżej ostatecznych rozstrzygnięć, a jednak wciąż wiemy niewiele. Po paryskim losowaniu ćwierćfinałów Ligi Mistrzów wiadomo jedno: los był w miarę łaskawy dla gigantów europejskiej piłki, bowiem mogą się oni spotkać dopiero w półfinałach.


Faworytem bukmacherów do końcowego zwycięstwa w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów jest Barcelona. Podopieczni Franka Rijkaarda grają fantastyczny, ultraofensywny futbol, racząc widzów na wszystkich europejskich stadionach niepowtarzalnymi spektaklami. Grę „do przodu” Duma Katalonii ma we krwi, ale dopiero Holendrowi udało się zrównoważyć siłę ataku z obroną. Wyciągnął on wnioski z ubiegłorocznej porażki z Chelsea, pozwolił swoim zawodnikom na improwizację, nie zapominając jednak o dostępie do własnej bramki. W tegorocznym dwumeczu londyńczycy właściwie nie mieli nic do powiedzenia, gwiazdorzy Abramowicza z hukiem spadli z piłkarskiego firmamentu, a Makelele (wychwalany pod niebiosa przez red. Szpakowskiego) został przyćmiony przez świetnego Edmilsona. Barcelona jest pewnym kandydatem do awansu, choć rywal zza miedzy może okazać się niespodziewanie groźną przeszkodą. Benfica w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów stała się prawdziwym pogromcą Anglików – w grupie wyeliminowała Manchester, w 1/8 finału obrońcę tytułu – Liverpool. Zawodnicy ze Stadionu Światła już zabłysnęli swoją grą na piłkarskiej mapie Europy, do konfrontacji z Barcą mogą podejść na luzie, bo właściwie „swój plan” już wykonali – przed losowaniem grup niewielu widziało Portugalczyków w ósemce najlepszych zespołów Starego Kontynentu, a jednak podopieczni Ronalda Koemana dokonali rzeczy, wydawałoby się, niemożliwej. Kto wie, czy nie okażą się oni czarnym koniem całych rozgrywek i nie powstrzymają rozpędzonej Barcelony?


Kolejna ćwierćfinałowa para również gwarantuje emocje, które z zapartym tchem obserwować będzie piłkarski świat. Juventus tylko dzięki fatalnej postawie bramkarza Werderu Tima Wiese w ostatniej minucie rewanżowego meczu, znalazł się na tym szczeblu rozgrywek. Podopieczni Capello, którzy w lidze demolują kolejnych rywali i pewnie zmierzają po 29 w historii scudetto, wylosowali rywala, który potrafił poradzić sobie z Realem. Wprawdzie klasa królewskiej drużyny już nie ta, co za czasów Del Bosque, ale to jednak wciąż najbardziej rozpoznawalna marka piłkarska na świecie, posiadająca w swoich szeregach piłkarzy światowego formatu. O końcowym sukcesie jednej z drużyn zadecyduje z pewnością dyspozycja jednego wieczoru, drobne niuanse, czy też banalne szczegóły. Arsene Wegner potrafi zmobilizować piłkarzy na naprawdę ważne mecze, a Thierry Henry chciałby w końcu osiągnąć z londyńczykami jakiś międzynarodowy sukces (inaczej grozi przeprowadzką w letnim oknie transferowym do Barcelony). Kto wie więc, czy Arsenal nie powtórzy ubiegłorocznego sukcesu Liverpoolu – bezbarwny sezon w kraju (dopiero 5 miejsce na zakończenie sezonu) i szczęśliwe (ale jednak) zwycięstwo w Lidze Mistrzów.


Więcej szans na awans daje się jednak bianco-nerim. Tifosi tego zespołu wierzą, że nie można zagrać dwóch słabych spotkać pod rząd, a takie właśnie przytrafiło się Starej Damie w ostatnim boju z Werderem. Kanonierzy w meczach z Realem wystąpili z eksperymentalnie i w pośpiechu zestawioną linią obrony. Czy poradzi ona sobie, kiedy naprzeciw niej zaprezentują się, nie podstarzały Raul i otyły Ronaldo, ale pragmatyczny i skuteczny do bólu Trezeguet, finezyjny (a w niektórych zagraniach wręcz ocierający się o geniusz) Ibrahimovic, czy przeżywający kolejną młodość, symbol klubu – Del Piero? Śmiem wątpić.


Dodatkowym smaczkiem tego dwumeczu będzie z pewnością powrót na Highbury Patricka Vieiry, który w stolicy Anglii spędził większość swojej kariery. Francuz odchodził z klubu tłumacząc to faktem, że z Kanonierami nie zdobył żadnego europejskiego trofeum. Czyż ironią losu nie byłoby, gdyby teraz jego byli koledzy odebrali mu tę szansę z Juventusem.


Najbardziej wyrównane pojedynki w ćwierćfinale zaprezentują nam zapewne drużyny Olympique Lyon i AC Milan. Rosso-neri we wspaniałym stylu wyeliminowali Bayern Monachium, mimo że w rozgrywkach grupowych do ostatniej kolejki musieli walczyć o awans z innym reprezentantem naszych zachodnich sąsiadów – Schalke 04. Włosi grają najbardziej nie-włoski futbol, nie stawiają na znienawidzone na całym świecie catennacio, ale angażują się w grę ofensywną. Czy można jednak stosować inną taktykę, mając w drużynie takich tuzów ataku jak Szewczenko, Inzaghi, Gilardino, czy Kaka? Ancelotti doskonale poukładał swoją drużynę, ale wie, że zdobycie mistrzostwa kraju w tym roku jest praktycznie niemożliwe. W konfrontacji z Francuzami rzuci więc na szalę wszystkie siły, bo do zdobycia jest jeszcze tylko Puchar Europy (z rozgrywek krajowego pucharu Milan odpadł w ćwierćfinale). Zupełnie inna sytuacja w obozie przeciwnika – Olympique pewnie zmierza po piąty z kolei tytuł mistrza kraju, z przewagą, którą zniwelować może tylko kataklizm. Prezes Jean-Michel Aulas od lat buduje silną drużynę, która ma zawojować Europę i przyznać trzeba, że z każdym rokiem prezentuje się ona coraz solidniej. Kto wie, czy nie pokusi się o niespodziankę, którą byłoby wyeliminowanie Włochów, tym bardziej, że w 1/8 finału rozniosła w puch PSV Eindhoven, w pełni rewanżując się za zeszłoroczną porażkę. Pierwsza odsłona tej rywalizacji będzie miała miejsce na Gerland i osiągnięcie przez podopiecznych Gerarda Houlliera korzystnego wyniku może postawić ich w dobrej pozycji przed rewanżem. O dobry wynik będzie jednak trudno, zważywszy na klasę rywala, ale również na fakt, że w spotkaniu tym nie wystąpi lider drużyny Brazylijczyk Juninho Pernambucano.


Villarreal (debiutant w Lidze Mistrzów) czeka na swojego rywala i prawdopodobnie będzie nim inny zespół z Mediolanu – Inter. Włosi po wyjazdowym remisie z Ajaxem, na własnym obiekcie muszą właściwie dopełnić tylko formalności. I w konfrontacji z Hiszpanami też będą zdecydowanym faworytem. Może w końcu spełnią się marzenia Massimo Morattiego, który od lat przed każdym sezonem wydaje grube miliony euro na sprowadzenie nowych gwiazd, zmienia trenerów niczym rękawiczki, a sukcesów nie może się doczekać - nerazzurri ostatnie scudetto zdobyli 17 lat temu. Czy teraz Adriano wraz z kolegami poprowadzą zespół do zwycięstwa w najważniejszych rozgrywkach klubowych świata. Fanatyczni tifosi mają już dość patrzenia z zazdrością na sukcesy swojego lokalnego (znienawidzonego) rywala i chcą nawiązania do tradycji z połowy lat 60-tych, kiedy to dwukrotnie okazywali się najlepszą europejską drużyną na niwie klubowej.


Pytanie, kto wystąpi w maju na Stade de France w finale rozgrywek Ligi Mistrzów pozostaje nadal aktualne. Faworytów jest kilku, a rankingi bukmacherów otwierają Barcelona, Milan i Juventus. Miejmy nadzieję, że drużyny o mniejszej renomie i bez tak znaczących (poza Benficą) europejskich sukcesów, pokrzyżują im plany.


To już faza rozgrywek, w której o „być, albo nie być” decydują dwa spotkania. Wystarczy gorsza dyspozycja jednego wieczoru, a straty w rewanżu mogą być nie do odrobienia. Pewne jest tylko to, że zanim zaczniemy emocjonować się niemieckim Mundialem, czekają nas jeszcze niezapomniane chwile z Champions League. 

Autor: Jacek Żytnicki






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org