Dzisiaj jest: 22.07.2018 Osób on-line: 2   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Dan, (nie) cudotwórca

Wszystko wskazuje na to, że po latach hegemonii na krajowym podwórku, Wisła Kraków straci monopol na zdobywanie tytułów mistrza Polski na rzecz stołecznej Legii. Osłabiany notorycznie zespół ma niewielkie szanse na dogonienie w tabeli drużyny Wojskowych.


W przerwie zimowej Bogusław Cupiał porwał się na spektakularny transfer, powierzając rolę pierwszego trenera mało doświadczonemu Danowi Petrescu, który miał okazać się ratownikiem drużyny. Sezon  nie dobiegł jeszcze końca, a już słychać głosy, że Rumun nie wywiązał się ze swojej roli i powinien opuścić Gród Kraka. Chwileczkę! Panowie, na rozgrzane głowy najlepiej wylać kubeł zimnej wody, a ocenę pracy szkoleniowca pozostawić kierownictwu Białej Gwiazdy. To prawda, że główny cel, jaki został postawiony przed Petrescu – obrona tytułu mistrzowskiego, nie został osiągnięty. Ale czy z tą drużyną dało się obronić tytuł? Zespół jest kadrowo najsłabszy od kilku lat, jego jedynymi gwiazdami jest para pomocników Cantoro-Sobolewski. Innych wyróżniających się postaci nie widać. Chimeryczny Majdan, pozbawiona błysku formacja defensywna: Baszczyński ostatnio znacznie spuścił z tonu i bardziej myśli o zagranicznym transferze (najchętniej do Premiership), niż o kolejnym tytule mistrza kraju, gra w wykonaniu Kłosa to już chyba łabędzie śpiew, Dudka zatrzymał się w rozwoju, a Głowacki – przymierzanym przecież swego czasu przez Janasa do reprezentacyjnej jedenastki, na wiosnę nie powąchał nawet murawy. Armaty ustawione na szpicy pozbawione kul: Brożek na własnym stadionie czasem jeszcze coś strzeli, ale już mecze wyjazdowe w jego wykonaniu to katastrofa, Kryszałowicz strzela od wielkiego dzwonu, a Dawidowski i Kuźba być może nigdy już nie wrócą do dawnej dyspozycji.


Czy w takiej sytuacji Petrescu miał szansę na zdobycie swojego pierwszego skalpu w Polsce? Przecież to człowiek z krwi i kości, a nie cudotwórca, potrafiący jednym magicznym zaklęciem odmienić oblicze zespołu. W dodatku człowiek z zewnątrz, nie znający realiów naszej piłki, znajdujący się poza wszelkimi układami, próbujący zaszczepiać nowe metody treningowe, wymagający, ale i konsekwentny. Nie okłamujmy się: „z pustego i Salomon nie naleje”. Być może tabela wyglądałaby nieco inaczej, gdyby nie niesamowita seria Legii, która wygrała wszystkie wiosenne ligowe spotkania. Żeby jednak osiągać sukcesy, nie ma co oglądać się na innych, trzeba liczyć na samego siebie. A Petrescu nie wejdzie na boisko, żeby za Brożka wykorzystać jedną z kilku stuprocentowych okazji, żeby za Zieńczuka celnie dośrodkować ze skrzydła, ani żeby zaasekurować popełniającego kolejny błąd w obronie Kłosa. To już rola piłkarzy, trener może tylko przyglądać się bezradnie ze swojego boksu i łapać za głowę, obserwując nieporadność swoich podopiecznych.


Prasa już chciałaby zwolnienia Rumuna. Jest też pewnie kilku szkoleniowców, dybających tylko na jego potknięcie i chętnych do objęcia po nim schedy. Pamiętamy, że pośpiech jest w takich sytuacjach najgorszym doradcą. Dajmy Petrescu trochę czasu, niech obezna się z realiami naszej piłki, niech pozna lepiej piłkarzy i doczeka się wzmocnienia drużyny. Nie ma trenerów-cudotwórców. Nawet dostający niebotyczną tygodniówkę i mający praktycznie nieograniczony budżet na transfery Jose Mourinho, nie może wygrać z Chelsea Ligi Mistrzów. Na Wyspach piszą o nim, że jest arogancki, wręcz chamski, niemiły, kłótliwy i konfliktowy. Ale, mimo braku oczekiwanych sukcesów na arenie międzynarodowej, nikt nie podważa jego warsztatu trenerskiego. Tylko, że w Anglii gazety nie zwalniają trenerów po dwóch przegranych meczach.


 


Autor: Jacek Żytnicki






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org