Dzisiaj jest: 22.07.2018 Osób on-line: 2   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Forza Italia, po Puchar!

Włoską piłką musi wstrząsnąć niewyobrażalny skandal, afera korupcyjna sięgająca swoimi mackami najbogatszych i najpotężniejszych, żeby reprezentacja zaczęła grać widowiskowo, efektownie i przede wszystkim skutecznie. Tak było w Hiszpanii w 1982, kiedy zawodnicy w błękitnych koszulkach sięgnęli po Puchar Świata. A że historia lubi się powtarzać, znów mają szansę na triumf w najważniejszej piłkarskiej imprezie globu.


Przed tamtym Mundialem we włoskiej piłce zawrzało. Na kilka miesięcy przed główną imprezą federacja postanowiła zrobić czystkę, doprowadzając do końca śledztwo w sprawie tzw. Czarnego Totka. Do Serie B zdegradowany wówczas został wielki i potężny Milan, a ponad 30 piłkarzy i sędziów zastało skazanych wyrokami za branie łapówek. Sankcje nie ominęły wówczas nawet „Złotego dziecka włoskiej piłki” Paolo Rossiego, któremu jednak ostatecznie zmniejszono dyskwalifikacje, żeby mógł wystąpić w finałowym turnieju.


Teraz futbol w ojczyźnie Dino Zoffa znów zżera widmo korupcji, a ścisła czołówka ligi oskarżana jest o przekupstwa względem piłkarzy, działaczy i sędziów i ustawianie całych kolejek ligowych! W przygotowaniu jest już praktycznie akt oskarżenia dla Juventusu, któremu nie tylko grozi odebranie tytułu wywalczonego w maju, ale karna degradacja do Serie B, a może nawet i C. Głośno mówi się też o tym, że najbliższy sezon Milan miały rozpocząć z bezprecedensowym dorobkiem ujemnych punktów – minus 30! Prokuratura wstrzymuje się z ogłoszeniem werdyktu, nie zostanie on wydany dopóki reprezentacja nie zakończy udziału w Mistrzostwach. A że gra nadspodziewanie dobrze, w Rzymie zamelduje się dopiero po finale imprezy.


Nie da się na Mistrzostwach rozegrać siedmiu meczów na najwyższym poziomie. Tego nie jest w stanie dokonać żadna reprezentacja, nawet przereklamowana i od czterech lat będąca głównym (i jedynym) kandydatem do tytułu Brazylia, która już musiała spakować walizki i po słabiutkim w swoim wykonaniu meczu z Francją rezerwować bilety na najbliższy lot do Rio. Jeszcze w maju, ba, nawet na początku czerwca, nikt chyba nie przypuszczał, że najpiękniejszy, a jednocześnie najbardziej wyrachowany futbol zaprezentują nam reprezentanci z Półwyspu Apenińskiego. Tymczasem to właśnie oni zagrali cztery piękne spotkania: z Ghaną, Czechami, Ukrainą i Niemcami. Patrząc na grę Włochów, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że im bliżej końca turnieju, tym drużyna jest lepiej skonsolidowana, wszystkie tryby zacierają się i zaczynają ze sobą lepiej współpracować. Podopieczni Lippiego zerwali ze swoją naturą, odrzucili sławetne cattenacio i swoją taktykę opierają głównie na świetnej grze w środku pola i doskonałej współpracy drugiej linii z napastnikami. Nie zapominają wszak o obronie, żadnemu z sześciu dotychczasowych rywali nie udało się pokonać Buffona, zaskoczył go jedynie reprezentacyjny kolega (Zaccardo), który strzelił samobójczą bramkę w spotkaniu z Amerykanami.


Malkontenci (bo ci znajdą się zawsze) będą z pewnością umniejszać triumf Włochów: że co za rywali mieli w fazie pucharowej? Że Ukrainę, albo Australię byłaby w stanie pokonać każda drużyna ze światowej czołówki. Być może. Ale żeby trafić na takich przeciwników, trzeba było najpierw awansować z niezwykle silnej i wyrównanej grupy. A z tym Squadra Azzura nie miała większych problemów – z kwitkiem odprawiła drużyny Czech i Ghany, remis przyplątał im się jedynie w spotkaniu ze Stanami Zjednoczonymi, ale można go chyba zrzucić na karb zlekceważenia przeciwnika i nieprzystąpienia do zawodów w pełnej koncentracji.


Włosi mają właściwie wszystko, czego potrzeba drużynie do sięgnięcia po Puchar Świata. Z czwórki napastników każdy przynajmniej raz wpisał się na listę strzelców, selekcjoner ma więc spore pole manewru, bo wydaje się, że każdy z nich jest w wysokiej, stabilnej formie. Spokojem i elegancją w rozgrywaniu akcji imponuje linia pomocy, z genialnym Andreą Pirlo, który przyćmił wszystkie inne gwiazdy i gwiazdeczki tych mistrzostw – jego fenomenalne podanie do Grosso w 119 (!) minucie półfinałowego meczu z Niemcami przejdzie zapewne do historii tej imprezy. Dzielnie wspomaga go nieobliczalny, ale trzymający swoje nerwy na wodzy Totii (decydująca bramka z rzutu karnego w meczu z Australią), tytaniczną pracę na skrzydłach wykonują Camoranesi i Perrotta, a przecież defensywnym pomocnikiem tej drużyny jest „największy walczak świata” – Gattuso .


Obrona – gdzie się nie obejrzysz, to prawdziwy profesor. Początkowo parę stoperów tworzyli Cannavaro i Nesta. Wskutek kontuzji tego drugiego, do składu wskoczył Materazzi i spisuje się nadspodziewanie dobrze. Skrajni, boczni obrońcy to właściwie na chwilę obecną mistrzowie gatunku: bezbłędni w obronie, kiedy tylko nadarza się okazja, wspomagający atak – nie można od nich wymagać niczego więcej. No i między słupkami wirtuoz bramkarskich rękawic. Jedna puszczona (i to kuriozalna, samobójcza) bramka w siedmiu meczach mówi sama za siebie. Ale to nie wszystko. Buffon niezwykle pewnie wyłapuje wszystko, co leci w kierunku jego bramki – strzały z bliska i zza pola karnego, doskonale oblicza lot piłki przy dośrodkowaniach, w szeregi defensywne wprowadza, tak bardzo pożądany prze obrońców, spokój. Godnym konkurentem do miana pierwszego bramkarza Mistrzostw był Lehmann, jednak dwie bramki puszczone w bezpośredniej konfrontacji, wobec zerowego konta Buffona, to Włocha stawiają w uprzywilejowanej pozycji.


Oprócz pewniaków, którymi przez cały sezon ligowy zachwycali się dziennikarze i kibice w Europie, Włosi mają też gwiazdę, której blask rozbłysnął na dobrą sprawę dopiero na Mundialu. Po odejściu na piłkarską emeryturę Paolo Maldniego, Lippi poszukiwał na bok obrony zawodnika, który byłby równie solidny w destrukcji co „symbol Milanu”, ale który nie bałby się również pociągnąć akcji do przodu, uskrzydlić atak, kiedy wymaga tego rozwój boiskowych wydarzeń (zawodnik podobny w stylu gry do biegającego po przeciwnym skrzydle Zambrotty). I znalazł takiego w odległym Palermo. Fabio Grosso od pierwszego spotkania z Ghaną był pewniakiem w wyjściowej jedenastce, w sześciu dotychczasowych meczach ani razu, nawet na minutę, nie opuścił placu gry. Za zaufanie jakim obdarzył go selekcjoner odpłaca się fenomenalną grą: nie tylko wystrzega się wpadek w obronie, ale „załatwił” Włochom dwa zwycięstwa – w 92 minucie meczu z Australią, to właśnie on został sfaulowany w polu karnym przeciwnika, a jedenastkę, dającą promocję do 1/4 finału pewnie wykorzystał Totii. To także on zapewnił awans swojej reprezentacji do ścisłego finału, w ostatniej minucie pojedynku z Niemcami popisując się najwyższej klasy uderzeniem po długim słupku. Z gospodarzy turnieju uszło powietrze, a dobił ich jeszcze w doliczonym czasie gry Del Piero.


Squadra Azzura w spotkaniu z Niemcami była lepsza, stworzyła groźniejsze sytuacje, a za to, że nie zapewniła sobie awansu wcześniej i do ostatnich sekund trzymała swoich kibiców w napięciu, może obwiniać głownie Lehmanna, który w nieprawdopodobnych sytuacjach ratował swój zespół z opresji. Nie wiadomo, kto będzie finałowym przeciwnikiem, ale nieważne, czy naprzeciw stanie nieobliczalny Barthez, czy rewelacyjnie dysponowany Ricardo, Włosi będą faworytem spotkania i jeśli zagrają tak, jak z Niemcami, na berlińskim stadionie będą mogli świętować czwarty tytuł mistrzów świata.


 


Autor: Jacek Żytnicki






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org