Dzisiaj jest: 14.11.2018 Osób on-line: 2   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Futbol bez granic

Futbol bez granic


Europa bez podziałów – jeszcze dwadzieścia lat temu takie hasła były jedynie melodią przyszłości: zimnowojenny podział na Wschód i Zachód twardo trzymał się w posadach, a przekraczanie granic żelaznej kurtyny skutecznie utrudniał aparat bezpieczeństwa. Zmiany zachodziły powoli: najpierw swobodny przepływ obywateli Europy Zachodniej, układ z Schengen, dopiero po latach załamanie się i upadek systemów socjalistycznych w naszej części kontynentu, co zaowocowało szerokim otwarciem się na świat.


Mimo problemów z ratyfikowaniem unijnej konstytucji, jesteśmy częścią skonsolidowanego organizmu, potężnej siły politycznej i gospodarczej. Zdaniem sceptyków akcesja do Unii Europejskiej nie przyniosła nam żadnych doraźnych korzyści, entuzjaści twierdzą, że zmiany już widoczne są gołym okiem, choć na zdecydowaną poprawę stopy życiowej przeciętnego Kowalskiego przyjdzie nam poczekać jeszcze kilka lat. Nie ulega wątpliwości, że jednym z plusów dołączenia do „europejskiej rodziny” jest możliwość łatwiejszego przekraczania granic, a także fakt posiadania unijnego obywatelstwa. To ułatwiło wielu naszym piłkarzom angaż w zachodnioeuropejskich klubach – po 1 maja 2004 r. traktowani są oni na równi z Francuzami, Holendrami, czy Włochami. Wszyscy jesteśmy po prostu Europejczykami!


W obecnej dobie trudno wyobrazić sobie, aby renomowana drużyna potrafiła zaistnieć na arenie międzynarodowej nie posiadając w swoich szeregach stranierich. Kluby stały się prawdziwymi międzynarodowymi tyglami naszpikowanymi obcokrajowcami, którzy niejednokrotnie odgrywają w nich pierwszoplanowe role. Rodzimi piłkarze często stanowią mniejszość, a nawet spychani są na margines. Prym wiedzie tu zwłaszcza Arsene Wenger, który w ostatnich spotkaniach całkowicie zrezygnował z Anglików. Inne kluby Premiership też nie pozostają w tyle – w czołowych drużynach aż roi się od obcokrajowców, a wśród nich można znaleźć nawet przedstawicieli tak egzotycznych piłkarsko nacji jak Estonia (Arsenal), Mali (Liverpool), Islandia (Chelsea), Republika Południowej Afryki (Manchester United), czy Togo (Arsenal). W ostatnich latach na Wyspach zapanował prawdziwy boom na Francuzów, w sumie na tamtejszych boiskach biega ich około 30 i przywdziewają barwy większości klubów najwyższej klasy rozgrywkowej.


Każda część kontynentu, każdy kraj ma swoją modę na obcokrajowców. Tak jak w Anglii ceni się Francuzów, tak Półwysep Iberyjski podbijają Latynosi (znacznym ułatwieniem jest dla nich brak bariery językowej), głównie Brazylijczycy i Argentyńczycy. W samej tylko Barcelonie i Realu – a więc dwóch największych markach hiszpańskiego futbolu, gra po pięciu reprezentantów Kraju Kawy. Z analogicznym układem osobowym mamy do czynienia w pozostałych klubach Primera Division, a przecież oprócz canarinhos jest jeszcze cały wachlarz Urugwajczyków, Paragwajczyków, Kolumbijczyków i Ekwadorczyków.


Włoska Serie A nie byłaby zapewne są samą ligą, gdyby nie zaciąg cudzoziemców, choć w tym przypadku trzeba zaznaczyć, że rodowici mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego trzymają się dzielnie. W kadrach prawie wszystkich zespołów stanowią większość, mimo że wyjściowe jedenastki często budowane są w oparciu o stranierich. Sympatie prezesów nie rozkładają się równomiernie: w Milanie zaufali Brazylijczykom, w Juventusie Francuzom, a w Interze Argentyńczykom. Dwa stołeczne kluby nie faworyzują reprezentantów jednego kraju, nawet więcej, mają w swoich kadrach dosyć osobliwe perełki: Macedończyka, Albańczyka i Słoweńca (Lazio) oraz reprezentantów Kongo, Hondurasu i Maroka (Roma).


Futbol przenika się na wszystkich płaszczyznach, podobnie jak społeczeństwa i cywilizacje – uzupełniają się i współistnieją. Dlatego coraz mniej angielskich drużyn grających prostą, toporną, atletyczną „piłkę angielską” (podanie do boku, dośrodkowanie i czekanie na cud), coraz mniej włoskich klubów preferujących catenacio (strzelić na 1:0 i bronić się całą drużyną), coraz mniej zespołów hiszpańskich za nic mających założenia taktyczne (strzelić jak najwięcej bramek, z obroną może jakoś będzie).


 


Jak na tym tle prezentują się nasi ligowcy? Czy działacze i trenerzy odrobili lekcje z przeszłości i obcokrajowcy są wzmocnieniem, czy tylko uzupełnieniem drużyny? W przeszłości nie mieliśmy zbyt wiele gwiazd wśród stranierich, a najjaśniejszym blaskiem świeciły z pewnością te Stanko Svitlicy – jedyny król strzelców rodzimej ligi nie posiadający polskiego paszportu, innego legionisty – Nigeryjczyka Kennetha Zeighbo, czy jego rodaka, biegającego po krakowskich boiskach – Kalu Uche (dopóki nie zaczęły się jego perturbacje z transferem do Ajaksu).


Obecne gwiazdy Orange Ekstraklasy spośród obcokrajowców? Z pewnością Argentyńczyk Mauro Cantoro, który przed przyjściem do Wisły wywalczył z Velezem Sarsfield mistrzostwo kraju i Copa Libertadores (był wtedy podstawowym zawodnikiem), para stoperów warszawskiej Legii: Dickson Choto (Zimbabwe) i Moussa Ouattara (Burkina Faso), młody bułgarski napastnik Amiki Ilijan Micanski, mający za sobą bardzo udaną jesień we wronieckim zespole, czy filigranowy Brazylijczyk Hermes, wyciągający Koronę z trzeciej ligi i będący motorem napędowym rewelacyjnego beniaminka z Kielc.


Ostatnie zimowe zakupy sprawiły, że obcokrajowców znów przybyło, a wśród nich nie brakuje zawodników, którzy mogą pochwalić się wartościowymi CV. Zarząd ITI postarał się o sprowadzenie na Łazienkowską Rogera (ma za sobą występy m.in. w Corinthians Sao Paulo, Flamengo Rio de Janeiro i Celcie Vigo) oraz Edsona Luiza (wychowanek Corinthians, 9 meczów w Olympique Marsylia i jeden w Sportingu Lizbona). Prawdziwą bombę przygotował jednak jak zwykle niezawodny i oryginalny Antoni Ptak, przywdziewając w portowe barwy kilku Brazylijczyków ze znakomitą przeszłością: Amaral (dwukrotny mistrz Brazylii z Palmeiras, jeden raz z Corinthians, mistrz Turcji z Besiktasem, występy w Benfice - 24, Parmie - 4  i Fiorentinie - 33!), Batata II (dwukrotny mistrz kraju i zdobywca pucharu z Corinthians), czy Cleisson (dwa razy krajowy puchar z Cruzeiro i triumf z Flamengo w Copa Libertadores). Ci zawodnicy dopiero od rundy wiosennej pracują na statut gwiazd naszej ligi. Czy będą w stanie poprowadzić Pogoń do wielkich sukcesów? Czy okażą się rewelacją wiosny, a sami przyćmią stranierich Wisły i Legii? Oby tylko nie byli kolejnymi niewypałami w stylu Marjana Gierasimovskiego, Angelo Huguesa, Manuela Pablo Garcii, czy Edwarda Stanforda. Początek mieli trudny, a w meczu z Zagłębiem w zdobyciu zwycięskiej bramki wyręczyć ich musiał jedyny (!) Polak z wyjściowej jedenastki – Przemysław Kaźmierczak. Synoptycy zapowiadają jednak znaczne ocieplenie i poprawę pogody, może rodakom Pelego zaświeci w Szczecinie słońce i odegrają jeszcze na Pomorzu piłkarską sambę? 

Autor: Jacek Żytnicki


 






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org