Dzisiaj jest: 19.11.2018 Osób on-line: 3   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Metamorfoza bez punktów

            Polacy w meczu z Niemcami zagrali o niebo lepiej, niż w swoim pierwszym pojedynku z Ekwadorem. Walczyli na całej długości i szerokości boiska, nie odstawiali nogi w żadnej sytuacji, nie przestraszyli się rywala i podjęli rzuconą przez niego rękawicę. Tego meczu w wykonaniu biało-czerwonych nie musimy się wstydzić. Najgorsze jest jednak to, że nasz dorobek punktowy nie powiększył się i najpewniej po ostatnim meczu grupowym przyjdzie nam pakować walizki i wracać do domu.


            Niemcy zasłużyli na wczorajsze zwycięstwo, byli zespołem (nie ma co tego ukrywać) lepszym. Klose i Podolski niemiłosiernie pudłowali z najbliższej odległości, bądź strzały w ich wykonaniu w wielkim wyczuciem i intuicją parował Artur Boruc – cichy bohater środowego wieczoru, a w przeciągu zaledwie kilku sekund dwukrotnie obstrzeliwali poprzeczkę polskiej bramki. Niemcy walczyli do końca i ta walka została nagrodzona, awans do kolejnej rundy mają już w kieszeni.


            Polacy nie zaprezentowali się źle, zwłaszcza w pierwszej połowie ich gra mogła się podobać. Im bliżej jednak końca meczu, tym nasi prezentowali się słabiej, w ostatnich minutach spotkania słaniali się po boisku, coraz trudniej przerywać było szybkie ataki niemieckiej, rozpędzającej się, lokomotywy. Korekty, jakich dokonał w wyjściowej jedenastce Janas okazały się strzałem w dziesiątkę: Bosacki praktycznie cały mecz wystrzegał się większych błędów, nieźle się ustawiał i asekurował przednie formacje, Jeleń szarpał co sił po skrzydle, próbował rozbijać szczelną tego dnia niemiecką defensywę, ale w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Przedmeczowe zmiany były dobre i pozytywnie wpłynęły na postawę zespołu, ale aż prosi się zapytać selekcjonera, czemu dokonywał takich dziwnych zmian w trakcie spotkania?


            Czemu za bezproduktywnego Żurawskiego, któremu w ciągu całego meczu wyszło jedno podanie do przodu, nie postawił wcześniej na Brożka. Klinsmann widząc słabość i zmęczenie polskiej obrony desygnował do gry szalenie szybkiego i ruchliwego Odonkora (asysta przy jedynej bramce). Czemu na podobny krok nie zdecydował się nasz selekcjoner? Niemiecka defensywa też miała w kościach trudy spotkania i być może przy jednej piłce nie zdążyłaby za szybkim Brożkiem. Czemu Janas bał się zaryzykować, skoro przed meczem zapowiadał, że wychodzimy na boisko po trzy punkty?


            Możliwe było też wcześniejsze zdjęcie z boiska Sobolewskiego. Wszyscy wiedzą o tym, że Wiślak ma do gry niesamowite serce do gry, do każdego meczu podchodzi bardzo emocjonalnie i walczy na całego. Ale wszyscy też wiedzą, że często te emocje biorą u niego górę nad rozsądkiem i mecz kończy z czerwonym kartonikiem na koncie (czyż nie podobnie było, kiedy Wisła walczyła w kwalifikacjach Ligi Mistrzów z Panathinaikosem?!). Do zawodnika nie można mieć o to pretensji, do kiedy jest na boisku, zawsze będzie walczył za dwóch. Dlaczego jednak Janas nie chciał zauważyć, że czerwona kartka dla niego może wisieć w powietrzu (choć faul, za który ujrzał drugi żółty, a w konsekwencji czerwony kartonik, raczej nie kwalifikował się na tak surową karę indywidualną). Kto ma znać lepiej swoich podopiecznych, jeśli nie selekcjoner?


            Za Sobolewskiego można było w drugiej połowie wprowadzić Szymkowiaka, który przytrzymaniem piłki odciążyłby znacznie formację defensywną, może nawet jednym podaniem zainicjował decydującą (ale dla nas!) akcję meczu. Szkoda zmian, które przeprowadził Janas. Od początku drugiej połowy widać było gołym okiem, że nasi grają na utrzymanie do końca bezbramkowego remisu. Taka taktyka rzadko kiedy się sprawdza, zwłaszcza jeśli gra się przeciw Niemcom, o których waleczności i grze do ostatniego gwizdka sędziego krążą już legendy.


            Piłkarze zapowiadali przed meczem walkę i z tego zadania wywiązali się znakomicie. Szkoda tylko, że była to walka wyłącznie w obronie, w przodzie najzwyczajniej w świecie zabrakło nam armat. Poza indywidualnymi próbami poszarpania niemieckiej obrony, właściwie nie potrafiliśmy poważnie zagrozić bramce Lehmanna. Przy realizacji takiej taktyki (wybitnie defensywnej) należało spodziewać się, że prędzej, czy później piłka prawdopodobnie wyląduje w bramce Boruca. Szkoda tylko, że stało się to już w doliczonym czasie gry, gdy remis był na wyciągnięcie ręki, kiedy do ostatniego gwizdka brakowało tylko kilkudziesięciu sekund. Taka porażka boli i na pewno zostawi na zespole swoje piętno. Nie wiadomo, jak będą zmotywowani Polacy na ostatni grupowy pojedynek, ale też nie wiadomo, o co będą grać. Dzisiejszy mecz Ekwadoru z Kostaryką zdecyduje, czy we wtorkowe popołudnie czerwono-biali będą rozgrywać kolejną batalię o przetrwanie i przedłużenie nadziei, czy tylko o zachowanie honoru i godne pożegnanie z Mundialem.


 


Autor: Jacek Żytnicki






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org