Dzisiaj jest: 19.11.2018 Osób on-line: 4   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Odszedł Kazimierz Wielki

            Tym, kim w zamierzchłych czasach był dla  Polski Kazimierz Wielki, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, tym dla naszej piłki był Kazimierz Górski, który w mijającym tygodniu pożegnał się z tym światem. Wszyscy, nawet piłkarscy laicy, pamiętają do jakich sukcesów doprowadził naszą reprezentację. Przed „epoką Górskiego” naszym Orłom zwycięstwa z możnymi światowego futbolu zdarzały się sporadycznie, pod jego wodzą Polska dwukrotnie grała w finale Igrzysk Olimpijskich i została trzecią drużyną Mistrzostw Świata!


            To był człowiek stworzony do sukcesów, który umiał zebrać w odpowiednim czasie i miejscu grupę ludzi, bezbłędnie wkomponowujących się w jego filozofię gry. Dla niego niemożliwe nie istniało, nie było przeciwnika, którego nie można by pokonać, z którym nie można nawiązać wyrównanej walki, przed którym należało padać na kolana.


            Największe sukcesy święcił z reprezentacją w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych. Doprowadził drużynę do złotego medalu olimpijskiego w Monachium w 1972 r., co okazało się ledwie preludium do późniejszych sukcesów. W kolejnych eliminacjach Mistrzostw Świata Polska wyeliminowała Anglię (pamiętny „zwycięski remis” na Wembley) i właśnie kosztem Dumnych Synów Albionu zagrała w turnieju finałowym. O tym jak grała na niemieckim Mundialu ’74 wie każdy, nawet kilkuletnie dzieci w piaskownicy widziały już pewnie niejednokrotnie powtarzane do znudzenia przez TVP archiwalne fragmenty z tamtych meczów. Po trzecim miejscu w najważniejszej imprezie piłkarskiej świata, było jeszcze wicemistrzostwo olimpijskie i niezbyt sympatyczne rozstanie Pana Kazimierza ze związkiem.


            Po latach wypada nam tylko tego żałować, bo jak sam później Górski mówił, to była drużyna na tytuł Mistrza Świata, a przynajmniej na ścisły finał. O tym, że słowa te nie były rzucane na wiatr, niech świadczą jego dalsze koleje w Grecji, gdzie z zespołami klubowymi pięciokrotnie zdobywał najcenniejszy krajowy laur. Sam nabrał doświadczenia, inaczej widział pewne sprawy, umiał lepiej ustawić drużynę taktycznie i wykrzesać z niej maksimum możliwości. Może pod jego wodzą argentyński turniej byłby dzisiaj w naszych wspomnieniach jako najwspanialszy mundialowy występ Polaków?  


            O tym, że był wielkim szkoleniowcem nikogo przekonywać nie potrzeba. Warto jednak pamiętać, że był również wielkim człowiekiem. Do swoich podopiecznych odnosił się z szacunkiem, był dla nich po trochę ojcem, po części przyjacielem. Umiał znaleźć wspólny język właściwie z każdym piłkarzem, który znalazł się pod jego skrzydłami. Do dnia dzisiejszego nie ma chyba zawodnika, który wypowiadałbym się o nim mało pochlebnie. Każdy chwalił sobie nie tylko jego warsztat szkoleniowy, trenerską intuicję, ale przede wszystkim indywidualne podejście do każdego zawodnika. Nie był człowiekiem konfliktowym, ale nie lubił piłkarz „zmanierowanych”. Dobitnie przekonał się o tym podczas igrzysk w Monachium Andrzej Jarosik, któremu nie odpowiadała rola rezerwowego i nie zgodził się na wejście na boisko w drugiej połowie meczu z ZSRR z ławki. Co zrobił w takiej sytuacji Górski? Nie prosił, nie groził, przeszedł nad tym do porządku dziennego. Odwrócił się do Szołtysika i to jemu nakazał rozgrzewkę. Na placu boju Zyga najpierw został sfaulowany w polu karnym przeciwnika, a później sam strzelił rozstrzygającą bramkę. A jak wyglądały dalsze losy niesfornego rebelianta w kadrze? Nie wyglądały – Jarosik już nigdy u Górskiego w kadrze nie zagrał.


            Selekcjoner wszechczasów na zawsze zapisał się w annałach naszej piłki. Ciężko będzie jakiemukolwiek szkoleniowcowi nawiązać do jego sukcesów, choć trzeba wierzyć, że jeszcze kiedyś polska piłka znajdzie się na piedestale. Zapamiętajmy Pana Kazimierza jako człowieka szlachetnego, człowieka dialogu, dla którego dobro naszej piłki było dobrem najwyższym.


            Aż żal ściska serce, że tak wielki trener nie doczekał kolejnego Mundialu w Niemczech, który mógłby obserwować nie z wysokości ławki trenerskiej, ale trybuny honorowej – miejsca, na które zasłużył jak nikt inny w historii polskiej piłki nożnej. Niech przynajmniej biało-czerwoni, oddając hołd temu wielkiemu człowiekowi, sercem i zaangażowaniem (a może nawet i wynikiem) nawiążą do dawnych sukcesów drużyny Pana Kazimierza


 


 


Autor: Jacek Żytnicki


 


Pogrzeb Kazimierza Górskiego odbędzie się 2 czerwca w Warszawie. Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się mszą świętą na stadionie Legii, a ciało zostanie złożone do grobu w Alei Zasłużonych Cmentarza Powązkowskiego.


 






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org