Dzisiaj jest: 23.02.2018 Osób on-line: 7   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Początek na raty

Początek na raty

           Trzy miesiące czekaliśmy na wznowienie rozgrywek Orange Ekstraklasy i mimo, że połowa spotkań nie odbyła się z powodu złej aury, nie obyło się bez zaskakujących rozstrzygnięć, co może prorokować ciekawą wiosnę ligową.


            Po spotkaniu Cracovii z Kolporterem Koroną Kielce, prof. Filipiak – właściciel krakowskiego klubu, zapowiedział stopniowe zmniejszanie nakładów na drużynę i wycofywanie się z futbolu. Niewielu dawało wiarę tym oświadczeniom, zwłaszcza, gdy kilka tygodni później podpisano dziesięcioletni (niebotyczny, nie tylko na polskie, ale również europejskie warunki) kontrakt z trenerem Wojciechem Stawowym, który miał podjąć się budowy od podstaw silnego, solidnego zespołu, opartego głównie na wychowankach. Profesor Filipiak znów jednak zmienił zdanie i zaskoczył piłkarską Polskę kolejnymi absurdalnymi pomysłami. Stawowy, mimo kontraktu obowiązującego przez najbliższą dekadę, nie zdążył nawet zainaugurować z zespołem rozgrywek, a już zastąpił do Albin Mikulski. Drużyna nie została w zimowym oknie transferowym wzmocniona ani jednym zawodnikiem i już w pierwszym ligowym meczu były problemy ze skompletowaniem linii defensywnej. Kibicom Pasów jeszcze niedawno śniły się europejskie puchary, a tymczasem przyjdzie im najwyraźniej pogrążyć się w ligowej szarzyźnie i liczyć na to, że drużyna uniknie baraży. Żeby jednak marzyć (jak to było w planach włodarzy Cracovii) o podboju Europy, należałoby przebudować zespół, bo wielu zawodników z obecnej kadry, to piłkarze, którzy wyciągali zespół jeszcze z trzeciej ligi. Dla nich szczytem możliwości jest sama gra w najwyższej klasie rozgrywkowej, wdarcie się na salony europejskiej piłki przerasta ich umiejętności. Braki Cracovii już w pierwszym ligowym meczu obnażył skazywany na pożarcie, nie mający nawet właściciela, pewny kandydat do spadku – Górnik Zabrze. I to w Krakowie! Źle się dzieje w zespole z Kałuży, więc pan profesor powinien się poważnie zastanowić, co dalej: albo wysupłać środki na prowadzenie drużyny, albo lepiej zrezygnować, bo może się to odbić czkawką na finiszu rozgrywek w maju.


            Nieco lepsza sytuacja w drugim krakowskim klubie. Dan Petrescu odniósł w debiucie ligowym zwycięstwo, a zapewnił je kontuzjowany ostatnio, albo będący ciągle bez formy Paweł Kryszałowicz. Czyżby dwie bramki strzelone okupującemu dolne rejony tabeli, ale zawsze groźnemu Groclinowi, oznaczały powrót do formy, którą prezentował jeszcze w barwach Amiki? Kibiców Białej Gwiazdy jego skuteczność może tylko cieszyć, bo klasowych napastników tak naprawdę w klubie brakuje. Paweł Brożek jest od lat obiecującym graczem, a przecież liczy on sobie już 23 wiosny i właściwie nic w dorosłym futbolu nie osiągnął, Marcin Kuźba nie potrafi odrodzić się po powrocie z Olympiakosu, zazwyczaj na meczu gra w chodzonego, a Tomasz Dawidowski (jeden z najbardziej nietrafionych krajowych transferów ostatnich lat) chyba już nigdy nie otrząśnie się z kontuzji, jakie wciąż go trapią. Czy Petrescu będzie umiał wykrzesać z tych zawodników, jak i z reszty drużyny, maksimum możliwości, aby w maju mogli cieszyć się pod Wawelem z czwartego pod rząd tytułu mistrzowskiego? Sprawa jest co najmniej wątpliwa, chociaż dużo będzie zależało od formy najgroźniejszego rywala do palmy pierwszeństwa – Legii Warszawa. Wojskowi rozpoczęli wiosnę od zwycięstwa, choć przyznać trzeba, że również swoją grą nie zachwycili. Wprawdzie przez całe spotkanie mieli przygniatającą przewagę, ale trafili na świetną dyspozycję Piotra Lecha. Dopiero w ostatniej minucie spotkania udało im się zdobyć zwycięską bramkę. Dla kibiców ważniejsze od gry są jednak trzy punkty, które zostały na Łazienkowskiej oraz fakt, że stołeczna drużyna nie straciła dystansu do Wisły. Jeżeli Dariusz Wdowczyk dobrze poukładał zimą klocki w swoim zespole, może być spokojny o zdetronizowanie krakowian, tym bardziej, że brazylijskie wzmocnienia już w meczu z Bełchatowem pokazały się z bardzo dobrej strony.


            Liderująca dwójka odniosła więc zgodne zwycięstwa, choć swoją grą nie zachwyciła. Najefektowniej inauguracja wypadła w wykonaniu Amiki Wronki. Zespół, który w maju, po fuzji z Lechem Poznań, zniknie z piłkarskiej mapy Polski, rozniósł Odrę Wodzisław 4:0. Dzięki temu Amica awansowała na trzecie miejsce w tabeli, choć o utrzymanie tej pozycji na koniec sezonu będzie niesłychanie trudno.


            Oprócz wroneckiej ekipy, o najniższy stopień na pudle powalczą Kolporter Korona Kielce, Zagłębie Lubin, Lech Poznań i Pogoń Szczecin (kolejność nie jest tu przypadkowa) – drużyny, które jeszcze nie miały okazji, aby wiosną włączyć się do rywalizacji. Najbliżej tego były jedenastki Kolportera Korony i Pogoni, których mecz na kieleckim (jeszcze starym) stadionie, został przełożony w ostatniej niemal chwili. Antoniemu Ptakowi decyzja ta spodobała się (czego publicznie raczej nie ukrywał), od samego początku nie chciał bowiem, aby jego kanarki grały pierwszy mecz na polskich boiskach w mało sprzyjających warunkach atmosferycznych. Zapomniało mu się chyba, że tydzień wcześniej reprezentacja Brazylii grała w Moskwie z Rosją przy siedemnastostopniowym mrozie?! Można więc grać i przy takiej pogodzie, nawet będąc Latynosem. Na „sambę po szczecińsku” musimy więc jeszcze poczekać, podobnie jak na popisy strzeleckie Piechny i Chałubińskiego, czy grę całkowicie przemeblowanej w zimowej przerwie Polonii. Przynajmniej do następnej kolejki.



Autor: Jacek Żytnicki






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org
craftserver.pl/User-riodijaneiro https://designbook.co.za/user/kurortyegipt/ checkio.org/user/wakacjewaustralii/ kitchenmonki.com/user/wyciagizakopane thinkdraw.com/profile.php?user=wyciagizakopane