Dzisiaj jest: 19.11.2018 Osób on-line: 4   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Ronaldinho, czy Henry? Kto królem Stade de France?

Barcelona – Milan w wielkim finale Ligi Mistrzów. Dwie drużyny, które swoją grą zachwyciły w tym sezonie piłkarską Europę, które od lat nie miały szczęścia w decydujących meczach, ba! – od sukcesów dzieliło je tylko kilka minut, które przedwcześnie odpadały z rywalizacji przez drobne szczegóły, niuanse, minimalne błędy obrońców, czy bramkarzy.


Arsenal gra pięknie, bo ma w swoich szeregach gracza kompletnego – Thierry Henry’ego, Barcelona jest urzekająca, bo jej grę prowadzi geniusz techniki – Ronaldinho. W obu zespołach aż roi się od nazwisk z najwyższej światowej półki, które jednym zwodem, jedną akcją potrafią odmienić losy meczu. a jednak obu zespołom w awansie do finału pomogło szczęście.


Szczęście Kanonierów nazywa się Riquelme – lider drużyny z Villarreal, który mając idealną sytuację na wyrównanie stanu dwumeczu – strzelając w 90 minucie rewanżowego pojedynku rzut karny, uderzył wprost w Lehmanna. To nie Niemiec obronił jedenastkę, to Argentyńczyk jej nie strzelił. W decydującym momencie nie zerknął jak ustawiony jest Lehmann, w którą rzuca się stronę. Kopnął po prostu przed siebie, ani wysoko, ani nisko – na pułapie, który dla bramkarza jest najłatwiejszy do obrony, ani celnie, ani silnie, ani dokładnie. To on zniweczył trud, który w całe spotkanie włożyła drużyna z hiszpańskiej prowincji. Jeden jedyny strzał, a zadecydował o wszystkim.


Z kolei w awansie do finału Dumie Katalonii dopomógł … szkoleniowiec Milanu – Carlo Ancelotti. W pierwszym pojedynku, kiedy jego podopieczni przegrywali 0:1, desygnował na plac boju dwóch bocznych obrońców i defensywnego pomocnika! W meczu rewanżowym, z uporem maniaka trzymał na murawie Seedorfa, który zupełnie nie wywiązywał się ze swoich zadań. Jak na zawodnika mającego kreować grę, najlepiej wychodziły mu zagrania do własnych obrońców, bądź do najbliżej ustawionego partnera. Analizując jego grę w ostatnich meczach, nie może dziwić decyzja selekcjonera Oranje,  Marco van Bastena, który zapowiedział, że pomocnik rosso-nerich nie otrzyma powołania na niemieckie finały Mistrzostw Świata. Wracając jednak do Ancelottiego – w ostatnich minutach meczu na Camp Nou bał się postawić na skomasowany atak. Wprawdzie wprowadził na boisko Gilardino, ale kosztem Inzaghiego. Być może z ustawieniem trzech napastników dałoby się ugrać dużo korzystniejszy rezultat.


Finaliści majowej Ligi Mistrzów w rewanżowych starciach półfinałowych wyglądali na bardzo przestraszonych. Nie zaprezentowali walorów do jakich przyzwyczaili swoich kibiców, skupili się głównie na zadaniach defensywnych i twardo realizowali taktykę: „najważniejsze to nie stracić, a jak uda się coś strzelić, to bardzo dobrze”. Dość powiedzieć, że Barcelona, lubująca się przecież w ataku pozycyjnym, dla której wymiana piłki między partnerami i sztuczki techniczne to kwintesencja futbolu, na swoim kolosie, na Camp Nou, byłą rzadziej w posiadaniu piłki niż Milan!


Teraz piłkarzy czeka trzytygodniowy odpoczynek od pucharowej rywalizacji i dokończenie rozgrywek ligowych. Najpewniej Barcelona bez problemów obroni tytuł w swoim kraju, w czym wydatnie pomagają jej także bezpośredni rywale, potrafiący seriami gubić punkty z w pojedynkach z ligowymi średniakami. Trudniejszą końcówkę sezonu mają podopieczni Wengera, którzy rywalizują o czwarte miejsce, dające awans do eliminacji przyszłorocznej Ligi Mistrzów, z lokalnym rywalem – Tottenhamem. Gdyby okazało się, że na finiszu rozgrywek nie znajdą się w czołowej czwórce i nie wygrają paryskiego finału Champions League, wówczas w następnym sezonie będą reprezentować swój kraj jedynie w Pucharze UEFA.


A jakie szanse mają na pokonanie Barcelony? Duże! Kanonierzy wyeliminowali już w tym sezonie dwie hiszpańskie drużyny – oprócz Villarrealu, także Królewskich z Madrytu w 1/8 finału, mają więc patent na drużyny z Półwyspu Iberyjskiego. Poza tym, mają w swoich szeregach Jensa Lehmanna, przeżywającego kolejną już w karierze młodość i śrubującego w Lidze Mistrzów rekord kolejnych meczów bez straty gola. Mają fantastycznie i pewnie interweniującą obronę, która rzadko pozwala, aby Niemiec mógł między słupkami wykazać się swoim kunsztem. Mają silną pomoc, z objawieniem tego sezonu – Fabregasem i chyba ciągle niedocenianym Białorusinem Hlebem. Ale przede wszystkim mają Henry’ego. To już nie jest ten sam zawodnik, który z Juventusu przychodził na Highbury jako egzekutor. Pod okiem francuskiego szkoleniowca przeszedł totalną metamorfozę i stał się prawdziwym liderem drużyny, który z piłką potrafi zrobić właściwie wszystko: silnie i celnie strzelić z obu nóg, uderzyć głową, ośmieszyć zwodem kilki rywali, zastawić się ciałem, czy podać piłkę do lepiej ustawionego partnera z dokładnością do kilku centymetrów.


Naprzeciw niego stanie Ronaldinho – mag, czarodziej, wirtuoz piłki. Na jego temat powiedziano i napisano już praktycznie wszystko, każdy obrońca na świecie zna jego zwody, boi się stanąć twarzą w twarz z tym „bezczelnym”, wiecznie uśmiechniętym Brazylijczykiem. A ona w każdym meczu potrafi zaskoczyć czymś nowym, niekonwencjonalnym, znów „wkręcić” przeciwnika w ziemię i albo samemu, z chirurgiczną precyzją, zakończyć akcję celnym strzałem, albo obsłużyć partnera z zespołu podaniem, po którym pozostaje jedynie zwieńczyć dzieło.


Ronaldinho jest wielki, potrafi wszystko. Ale Henry wcale nie musi okazać się gorszy. Udowadniał już niejednokrotnie, że sam potrafi rozstrzygnąć losy meczu, że potrafi poderwać drużynę do walki i wyciągnąć ją z najgłębszych tarapatów. Od zakończenia rozgrywek grupowych The Gunners w każdej rundzie rywalizacji jeden mecz remisowali 0:0. Ale zawsze były to spotkania nr 2. Na szczęście, w finale czeka nas tylko jeden pojedynek, więc na brak bramek i emocji z pewnością nie będziemy mogli narzekać.


 


Droga Arsenalu do finału:


faza grupowa       FC Thun 2:1 (Gilberto, Bergkamp)


                           Ajax Amsterdam 2:1 (Ljungberg, Pires)


                           Sparta Praga 2:0 (Henry 2)


                           Sparta Praga 3:0 (van Persie 2, Henry)


                           FC Thun 1:0 (Pires)


                           Ajax Amsterdam 0:0


1/8 finału             Real Madryt 1:0 (Henry)


                           Real Madryt 0:0


1/4 finału             Juventus Turyn 2:0 (Fabregas, Henry)


                           Juventus Turyn 0:0


1/2 finału             Villarreal 1:0 (Toure)


                           Villarreal 0:0


 


Droga Barcelony do finału:


faza grupowa       Werder Brema 2:0 (Deco, Ronaldinho)


                           Udinese 4:1 (Ronaldinho 3, Deco)


                           Panathinaikos Ateny 0:0


                           Panathinaikos Ateny 5:0 (Eto’o 3, van Bommel, Messi)


                           Werder Brema 3:1 (Gabri, Ronaldinho, Larsson)


                           Udinese 2:0 (Ezquerro, Iniesta)


1/8 finału             Chelsea Londyn 2:1 (Terry – sam., Eto’o)


                           Chelsea Londyn 1:1 (Ronaldinho)


1/4 finału             Benfica Lizbona 0:0


                           Benfica Lizbona 2:0 (Ronaldinho, Eto’o)


1/2 finału             AC Milan 1:0 (Giuly)


                           AC Milan 0:0


 


Autor: Jacek Żytnicki






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org