Dzisiaj jest: 24.05.2018 Osób on-line: 1   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Śladem Liverpoolu

Śladem Liverpoolu


Czyżbyśmy mieli powtórkę sprzed roku? Beznadziejnie grający wówczas w lidze Liverpool, w Champions League odsyłał w kwitkiem kolejnych, bardziej renomowanych rywali, aż w końcu po pasjonującym spektaklu finałowym zdobył najcenniejsze klubowe trofeum Starego Kontynentu. W tym roku na jak najlepszej drodze do powtórzenia tego sukcesu jest londyński Arsenal. W Premiership zanotował już 10 porażek (w tym z zespołami, które za potentatów nie uchodzą: West Bromwich Albion, West Ham United i Everton) i zajmuje dopiero szóste miejsce w tabeli, w krajowym pucharze odpadł z Wigan, natomiast w Lidze Mistrzów radzi sobie wyśmienicie – w pierwszej fazie pucharowej wyeliminował Real, a teraz, po pierwszym meczu ćwierćfinałowym, jest bardzo blisko sprawienia kolejnej niespodzianki, jaką niewątpliwie byłoby wyeliminowanie Juventusu.


W konfrontacji ze Starą Damą niewielu dawało londyńczykom szanse na awans do następnej rundy (posypuję głowę popiołem – sam w to nie wierzyłem), ale po tym, co zaprezentowali na Highbury są zdecydowanym faworytem dwumeczu. Tym bardziej, że w rewanżu na pewno nie wystąpią Camoranesi, Zebina i Vieira, a z kontuzją wciąż zmaga się Del Piero.


Wynik meczu sprawiedliwie oddaje przebieg gry – powiedział na konferencji prasowej Fabio Capello. I nie sposób się z nim nie zgodzić. Arsenal dominował w każdym elemencie, grał szybko i kombinacyjnie, nie bał się pojedynków „jeden na jeden”, w których brylował Thierry Henry. Wszyscy zachwycają się obecnie grą Barcelony, czy Milanu, ale kto wie, czy najefektowniej grającą jedenastką na Starym Kontynencie nie są właśnie młodzi podopieczni Wengera (średnia wieku wyjściowej jedenastki w meczu z Juventusem to 26 lat, a jeśli odjąć od tego 37-letniego Lehmanna i cztery lat młodszego Piresa, średnia zaniża się do 24 lat!). Wenger stworzył prawdziwie wybuchową międzynarodową mieszankę młodości – w szerokiej kadrze zespołu jest tylko trzech Anglików (!), tylu samo, co Hiszpanów i mniej niż rodaków trenera (6). Zawodnicy wybiegający na murawę i zasiadający na ławce rezerwowych legitymują się trzynastoma paszportami!


Arsenal zawsze walczył w Premiership o najwyższe cele, jednak sukcesy na krajowym podwórku nie szły w parze z sukcesami na arenie międzynarodowej – barierą nie do pokonania była ¼ finału Ligi Mistrzów (eliminowani na tym szczeblu rozgrywek przez Bayern i Chelsea). Być może ten sezon będzie przełomowy – walka o mistrzostwo Anglii jest już przegrana, ale istnieje duża szansa zaistnienia w Europie. I to na przekór wszystkiemu, w myśl zasady „im gorzej, tym lepiej”. Przecież Lehmann to zawodnik wiekowy, który powinien zająć się wychowywaniem wnuków, a nie z kocią zwinnością biegać po polu karnym i ratować zespół z nieprawdopodobnych opresji. Przecież Wegnerowi całkowicie posypała się obrona (Campbell, Cole, Laurent), a tymczasem zmiennicy prezentują się o wiele lepiej i śrubują rekord kolejnych meczów w Lidze Mistrzów bez straty gola – licznik zatrzymał się na razie na 7. Przecież największe gwiazdy zespołu: Henry i Pires już praktycznie negocjują kontrakty z nowymi klubami (odpowiednio Barceloną i Interem), a jednak z meczu na mecz grają coraz lepiej i dojrzalej, co przekłada się na świetne wyniki zespołu.


Wenger nie boi się postawić na młodych, niedoświadczonych zawodników, którzy w dorosłej piłce właściwie nic jeszcze nie osiągnęli. Może to sygnał dla polskich szkoleniowców, dla których piłkarz w wieku 21-23 lata to nieopierzony żółtodziób, który ma być graczem perspektywicznym. Nazwiska Fabregasa, Sanderosa, czy Flaminiego jeszcze kilka miesięcy temu były dla kibiców anonimowymi, teraz nad ich grą rozpływa się w zachwytach pół Europy, a przecież najstarszy z nich (Flamini) ma dopiero 22 lata.


Zaraz po zakończeniu spotkania na Highbury, kapitan londyńczyków Thierry Henry powiedział: My mieliśmy dobry wieczór i można powiedzieć, że oni mieli słaby. Ale mogą mieć dobry dzień u siebie. Znam kilku ich piłkarzy i wiem, że oni mogą zagrać dobrze. Wszystko to prawda, czy jednak podopieczni Capello będą w stanie wznieść się na wyżyny i pokrzyżować szyki rozpędzonym Kanonierom? Na odpowiedź przyjdzie poczekać nam jeszcze kilka dni, ale nawet jeśli rewanż na Stadio Delle Alpi skończy się porażką Anglików, już dziś mogą być dumni, bo swoją grą oczarowali miliony widzów na całym świecie. 

Autor: Jacek Żytnicki






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org