Dzisiaj jest: 16.07.2018 Osób on-line: 1   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
12 minut

            Co można zrobić w 12 minut? Etiopczyk Kenenisa Bekele potrafi w tym czasie (z niewielkim okładem) przebiec 5 kilometrów, Japończyk Takeru Kobayashi zjeść 54 hot-dogi, a piłkarze Lecha Poznań strzelić cztery bramki, wygrać przegrany mecz i ponownie go … przegrać.


             Rzecz dotyczy, oczywiście, spotkania ostatniej kolejki (czwartej) Orange Ekstraklasy, w której Kolejorz na własnym stadionie podejmował popularne Pasy. Po półgodzinie gry gospodarze przegrywali 0:3, a każdą swoją akcją w obronie przyprawiali kibiców o żywsze bicie serca, podniesione ciśnienie i zagrożenie nagłym napadem stanu przedzawałowego. Nic nie zapowiadało odmiany losów spotkania, bo Lechici grali ślamazarnie, wolno i nieporadnie, aż tu nagle ni z tego, ni z owego, rozkręcili się, włączyli piąty bieg i uruchomili słynną „Poznańską lokomotywę”. Na strzelenie rywalom czterech goli potrzebowali niecałego kwadransa! Kiedy w doliczonym już czasie gry, Cabaj bo raz czwarty musiał wyjmować piłkę z siatki, trybuny eksplodowały ze szczęścia. Niestety dla nich, chwilę później sędzia bramkę unieważnił, odgwizdał pozycję spaloną i nakazał wznowienie gry Krakowianom. A ci, wykorzystując poniekąd zamieszanie w szeregach Lecha, zadali mu decydujący cios i komplet punktów wywieźli pod Wawel.


            Natychmiast po meczu padły oskarżenia, że sędzia wypaczył wynik zawodów. Można się spierać, czy spalony był, czy go nie było, choć wszelkie powtórki telewizyjne podają w wątpliwość decyzję arbitra. Będąc kibicem, zawodnikiem, czy trenerem Lecha też pewnie nie posiadałbym się ze złości, że ktoś „okradł mnie z trzech punktów”, jednak we wszelkiej, najdalej nawet idącej krytyce, trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek. Słowa jakich na konferencji prasowej użył w stosunku do sędziego prowadzącego zawody szkoleniowiec gospodarzy były nie tylko delikatną przesadą, ale wręcz ignorancją elementarnych zasad wychowania i zwyczajnym chamstwem. Na szczęście pan Werder (główny arbiter)  wytłumaczył wszystko na spokojnie i ja to tłumaczenie kupuję. Powiedział, zgodnie zresztą z prawdą, że ma do pomocy sędziów liniowych i to ich zadaniem jest sugerować głównemu czy był spalony, czy nie. A w tym przypadku arbiter z chorągiewką nie miał żadnych wątpliwości: zawodnik gospodarzy przy wykonywaniu rzutu wolnego był bliżej bramki niż ostatni obrońca Cracovii. Sędzia jest tylko człowiekiem i ma prawo do pomyłki, arbitrzy nie tej klasy i w meczach nie o taką stawkę popełniali większe błędy. Nie wieszajmy psów na Werderze, bo to nie jego wina, że boczny zasugerował mu podjęcie takiej decyzji.


            W Poznaniu, zamiast głupich i bezpodstawnych oskarżeń, lepiej niech zajmą się swoją wersją Spielberga dla ubogich (czytaj Franciszkiem Smudą). Gdyby zespół przez 90 minut grał na pełnych obrotach, nie byłoby żalów i skarg. Żeby walczyć o najwyższe cele (a takie plany przed sezonem snuli kibice), nie wystarczy dobra i skuteczna gra przez kwadrans. Na dobrą sprawę, w każdym ligowym meczu tego sezonu Lech zaczyna grać, kiedy przeciwnik przyprze go do muru i sam najpierw strzeli dwie bramki. Raz taka taktyka (?) sprawdza się, jak choćby w meczach z Wisłą Płock i Koroną, innym razem lega w gruzach, jak w pojedynku z Cracovią. I zamiast szukać winnych wśród czynników zewnętrznych, radzimy rozejrzeć się trenerowi Smudzie po swoim podwórku. Jak to się dzieje, że drużyna z aspiracjami do gry w europejskich pucharach w pierwszych meczach sezonu traci osiem goli (więcej po kanonadzie przy Bułgarskiej ma tylko Cracovia)? Jak to możliwe, że średniak z ligi mołdawskiej eliminuje ją z rozgrywek Pucharu Intertoto? Czyżby wszyscy sędziowie w Polsce założyli spółdzielnię, której zadaniem jest „spuszczenie” Kolejorza do drugiej ligi? Czy dołączyli do niej sprawiedliwi w UEFA, którzy nie chcą widzieć „Poznańskiej lokomotywy” na salonach europejskiej piłki? Nie doszukujmy się wszędzie spiskowej teorii dziejów!


            Szkoda błędu sędziego Werdera, bo Lechici w końcówce spotkania tak podkręcili tempo, że w pełni zasłużyli na czwartego gola. Szkoda tym bardziej, że został on strzelony w prawidłowy sposób. Ale sędzia nie może być w tym samym czasie w każdej części boiska. Nie jest cyborgiem, przemieszczającym się z prędkością Bena Johnsona, nie ma w oczach rentgena Supermana, zwinności i gibkości Lary Croft. To człowiek z krwi i kości, z ludzkimi przywarami, wadami, niedopatrzeniami.


            Ciekawe, czy Wielki Książę Poznański Franciszek nigdy nie popełnił w życiu błędu? Czy ma taką nieposzlakowaną i nieskalaną opinię, że pierwszy mógłby z czystym sumieniem podnieść kamień i cisnąć nim w „grzesznika”? Nie wierzę! Każdy człowiek ma prawo do pomyłki i każdy skrupulatnie z tego prawa korzysta, pan Smuda zapewne też. Ale czy wtedy ktoś publicznie wyzywa go od idiotów i grozi mu kryminałem?


            Teraz przed Lechem trudny mecz w wicemistrzem i wiceliderem, krakowską Wisłą. Biała Gwiazda jeszcze w tym sezonie na boiskach Orange Ekstraklasy nie straciła bramki, więc napastników ze stolicy Wielkopolski czeka ciężki bój. Zamiast obrażać się na sędziów i szukać winnych tam gdzie ich nie ma, radzimy trenerowi Smudzie popracować z własnymi obrońcami, bo sytuacje jakie prokurują pod własną bramką są po prostu śmieszne (w meczu z kielecką Koroną przechodzili samych siebie). Trener niech zajmie się trenerką, piłkarze grą, a komentowanie zostawmy kibicom. Dla dobra polskiej piłki i nas samych.


            A w meczu Lecha z Wisłą, z całego serca życzę Franciszkowi Smudzie, żeby jego drużyna zagrała naprawdę dobre zawody nie przez 15, ale 90 minut. A nawet plus te trzy, czy cztery, które do regulaminowego czasu doliczy niedobry arbiter. Hej Kolejorz!!!


 


Autor: Jacek Żytnicki


 






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org