Dzisiaj jest: 26.05.2018 Osób on-line: 1   Strona główna | Forum | Reklama | Kontakt
menu


Reklama

Felietony
Pierwsze podmuchy jesieni

            Ciężko mówić o jesieni stricte kalendarzowej, a nawet astronomicznej, bo przecież dopiero początek sierpnia, a żar lejący się z nieba trudno wytrzymać, a jednak ligowcy wybiegli już na boiska, inaugurując nowy sezon. Po pierwszej ledwie kolejce trudno być prorokiem, ale widać, że układ sił nie uległ radykalnym zmianom. Ton rozgrywkom będą pewnie nadawać dwie drużyny, nakręcające Ekstraklasę od lat – Wisła i Legia. Kto jeszcze może włączyć się do walki o najwyższe cele? Z pewnością Korona, być może Lech i Zagłębie. I to koniec – reszta będzie walczyła o zapewnienie sobie ligowego bytu, bądź bezpieczne miejsce w środku tabeli.


            Z faworytów najkorzystniej zaprezentowała się Korona, która w wyjazdowym spotkaniu nie miała najmniejszych problemów w pokonaniem Arki. Scyzoryki panowały na boisku niepodzielnie od pierwszej do ostatniej minuty, tak zagęścili środek pola, że gdynianie mieli ogromne problemy ze skonstruowaniem składnego ataku. Dość powiedzieć, że przez 90 minut spotkania nie oddali ani jednego celnego strzału w światło bramki strzeżonej przez Mielcarza! Trener Wieczorek miał powody do zadowolenia, bo nie tylko obrona zagrała na wysokim poziomie, ze swoich zadań świetnie wywiązali się też gracze formacji ofensywnych. Przesunięty w trybie awaryjnym do ataku Bonin otworzył wynik spotkania, drugi z napastników – Robak, też wpisał się na listę strzelców. W Kielcach chyba nikt nie płacze po odejściu do Moskwy króla strzelców minionego sezonu Orange Ekstraklasy Grzegorza Piechny, bo drużyna potrafi strzelać bramki i bez niego. Martwi tylko półroczna absencja Gajtkowskiego - w obliczu kontuzji, bądź kartek w stolicy świętokrzyskiego nie mają praktycznie w napadzie wartościowych zmienników (jedynie młodziutki Kiełb i wracający do gry po kontuzji Klatt).


            W Kielcach przed tą rundą nie dokonano spektakularnych transferów, inaczej rzecz miała się w Warszawie, gdzie walcząca o Ligę Mistrzów Legia znów wzmocniła się Brazylijczykami. Okazuje się, że Mariusz Piekarski wyszukujący dla stołecznego klubu anonimowych Latynosów, ma prawdziwego managerskiego nosa. W poprzedniej rundzie „załatwił” dla Wojskowych Edsona  i Rogera, teraz realnym wzmocnieniem wydają się Hugo i Elton – szczególnie ten drugi imponuje na razie regularnością i skutecznością. W meczu otwarcia sezonu na Łazienkowskiej to właśnie Brazylijczycy wbili Cracovii wszystkie bramki. Choć przyznać trzeba, że Legia nie zaprezentowała się jak drużyna walcząca o Champions League. Należy tylko mieć nadzieję, że pełnię możliwości zaprezentuje dopiero w dwumeczu z ukraińskim Szachtarem. Póki co, wydaje się, że trener Wdowczyk może spać spokojnie, wprawdzie w grze brakuje polotu i południowoamerykańskiej fantazji (co przy takiej liczbie Brazylijczyków byłoby wskazane), ale jest jakiś upór i dążenie do zwycięstwa, no i wyrachowanie, dzięki któremu kilka meczów w sezonie można wygrać „na stojąco”.


            Legia pokonała Cracovię, ale najprawdopodobniej to z innym krakowskim klubem będzie mierzyć się w walce o najważniejszy laur naszej piłki. Biała Gwiazda pierwszy mecz wygrała, choć wynik i przebieg gry nie ucieszyły Dana Petrescu. Mało tego, biegał on rozwścieczony i oskarżał działaczy Wisły, że przed sezonem pożałowali pieniędzy na zakup wartościowego napastnika. Z taką grą krakowianie mogą mieć problemy w pierwszej rundzie Pucharu UEFA, między bajki trzeba też będzie włożyć odbicie Legii mistrzowskiego tytułu. Wisła, mimo wielu ubytków z ostatnich lat, nadal na tle rywali może imponować kadrą, ma trenera z charyzmą, wprawdzie młodego, ale głodnego sukcesów i uparcie dążącego do celu. Maszyna musi się dopracować, trzeba zazębić wszystkie tryby, a wszystko będzie działać jak należy. Chyba, że działacze znów włożą kij w mrowisko …


            Objawieniem tego sezonu miał być nowy Lech, powstały na bazie dwóch wielkopolskich pierwszoligowych klubów – Amici i „starego” Lecha. Kadra zebrana z tych dwu drużyn nie została praktycznie uzupełniona innymi zawodnikami, działacze postawili najpierw na sprawy organizacyjne, chcą przygotować grunt pod silny klub, który nie tylko nawiązywałby walkę z najlepszymi w kraju, ale z powodzeniem wtargnął na europejskie salony. Sukces może zrodzić się szybko, ale wówczas najprawdopodobniej równie szybko przyjdzie załamanie i kryzys, który może trwać latami. W Poznaniu chcą uniknąć tego błędu. Piłkarze mają w tym sezonie za zadanie włączenie się do walki o europejskie puchary, o mistrzostwie nikt głośno na razie nie mówi. Na spektakularne transfery przyjdzie z pewnością czas, bo przy takim sponsorze nie może być inaczej. Póki co, zatrudniono trenera z najwyższej półki, klub poprowadzi Franciszek Smuda.


            Początek sezonu nie był w wykonaniu Kolojarza imponujący. Drużyna w fatalnym stylu pożegnała się z rozgrywkami Pucharu Intertoto, niewiele brakowało, aby pierwszy mecz w Orange Ekstraklasie na Bułgarskiej zakończył się podobnie – Lechici przegrywali 0:2 z płocką Wisłą, zmarnowali karnego i nic nie wskazywało na to, że zespół zacznie grać inaczej. A jednak zagrał! Reiss i spółka strzelili trzy bramki (ostatnią w trzeciej minucie doliczonego czasu gry) i komplet punktów został w Poznaniu. Smuda musi mieć trochę czasu i spokoju, żeby drużyna pod jego wodzą zaczęła grać tak, jak będzie od niej tego oczekiwał. Jeśli podstawowa jedenasta zagra na swoim normalnym, wysokim poziomie, wówczas Puchar UEFA w następnym sezonie wydaje się całkiem realny.


            Smuda przed sezonem osierocił lubińskie Zagłębie i jego byli podopieczni w pierwszej rundzie europejskim pucharów nie sprostali Dynamu Mińsk. Miedzowym działaczom udało się zatrzymać w klubie wszystkich najlepszych, z Iwańskim, Chałbińskim i Łobodzińskim na czele, ale wszyscy oni zawiedli na całej linii. Rywal z pewnością był do ogrania. Czego zabrakło? To już pytanie dla Edwarda Klejndinsta, byłego szefa banku informacji w sztabie szkoleniowym Pawła Janasa, który przed sezonem został samodzielnym trenerem Zagłębia.


            Cieszy powrót do Ekstraklasy drużyn łódzkich, które w pierwszych meczach udowodniły, że zasługują na pierwszoligowy byt. Widzew, złożony z nieoszlifowanych żółtodziobów rozprawił się z doświadczoną przecież Dyskobolią, zaś ŁKS nie dał najmniejszych szans szczecińskiej Pogoni, rozmontowując ją jak dojrzały bokser nowicjusza i stając się dzięki temu zwycięstwu pierwszym liderem sezonu. Swoją drogą, wydawało się, że doświadczenia poprzedniego sezonu i kompromitacja brazylijskiej Pogoni pod szyldem działań Antoniego Ptaka, zweryfikują jego wizję na futbol. Jeśli ktoś miał podobne odczucia musiał się srodze zawieść oglądając grę przypadkowych połamańców z Copacabana na stadionie przy Alei Unii Lubelskiej. Z taką grą Pogoń staje się głównym kandydatem do spadku, lepiej zaprezentowały się nawet ekipy z Łęcznej i bankrutującego Zabrza.


 


Autor: Jacek Żytnicki






Forum piłkarskie
Copyright (c) 2005-2012 Pilkanozna.org